Biblioteka w szkole Biblioteka w szkole
Szukaj: 
Aktualny numer 10/13
Na skróty
Aktualny numer
Prenumerata i zakup numerów archiwalnych
Archiwum
Zawartość wszystkich numerów "BwS"
w programie MOL
Wyszukiwarka
Informacje dla autorów
Sklep internetowy
Bibliografia materiałów repertuarowych dla szkół
Bank przydatnych
materiałów
Partnerzy
Galeria bibliotekarzy
KONTAKT
"Biblioteka w Szkole"
00-950 Warszawa
skr. pocztowa 109
email:
bws@sukurs.edu.pl
tel./fax 0-22 832 36 12
tel. 832 36 11
Mariusz Kiełtyka, Kamila Paradowska - Reanimacja szarlatana

Wieczór o życiu i twórczości Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego (scenariusz imprezy)


Krótko o "Reanimacji"

Pomysł imprezy zrodził się spontanicznie, nie tylko z naszego uwielbienia do twórczości Gałczyńskiego, ale także pasji odkrywania tego, co w wirze historii literatury oraz w kontekście kreowania biografii ulega uproszczeniu i zapomnieniu.

"Reanimacja Szarlatana", w takim kształcie w jakim istnieje, być może nie do końca doskonałym, sprawdziła się wprost idealnie podczas dwóch prezentacji, które zorganizowaliśmy. Na początku przedstawiliśmy ją czytelnikom Biblioteki Publicznej w Pniewie, następnie uczniom szkoły średniej w Gryfinie. Podczas spotkania wykorzystaliśmy m.in. archiwalne nagrania Polskiego Radia z głosem poety i piosenki na płytach śpiewane przez znanych artystów. Prezentacji towarzyszyła wystawa fotografii Gałczyńskiego oraz jego twórczości. Spotkania miały nowoczesny, multimedialny charakter, ale jest jednocześnie były powrotem do przeszłości, bo posługiwaliśmy się np. płytami winylowymi (które kurzą się w archiwach wszystkich bibliotek…).

Jesteśmy przekonani, że taka forma kontaktu z czytelnikiem, pokazania mu całego bogactwa procesów związanych z życiem ciekawego człowieka, niezwykłego pisarza, jest jednym z podstawowych zadań jakie powinna spełniać biblioteka.

Czas prezentacji: 90 min.

Cele spotkania:

  • konfrontacja literackiej legendy artysty i faktów biograficznych 
  • zainteresowanie twórczością artysty
  • zwrócenie uwagi na niegasnącą popularność utworów Gałczyńskiego                                           
  • podkreślenie roli artysty dla budowania kultury regionu szczecińskiego

Prowadzący 1:

Witamy Państwa serdecznie! Dziś 26 września jest święto Rosz Haszana czyli pierwszy dzień roku według kalendarza żydowskiego... ale oczywiście nie spotykamy się tu z tego powodu, a zupełnie innego. Otóż w przyszłym roku (2005) będziemy obchodzić stulecie urodzin Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego.

Dzisiejsze spotkanie zdecydowaliśmy się nazwać REANIMACJA SZARLATANA - wieczór o życiu i twórczości. (tak my rozpoczęliśmy wieczór i, co zrozumiałe, nie da się tego powtórzyć, ale można postąpić według  pomysłu i znaleźć inne święto w kalendarzu)

Prowadzący 2:

O życiu i twórczości - w tej właśnie kolejności, ponieważ nie zamierzamy tutaj dokonywać sekcji zwłok utworów poety ani też psychoanalizy jego osobowości. Bardziej chcemy się skupić na budowaniu legendy artysty takiego jakim Gałczyński  chciał być postrzegany tzn. szarlatana, kuglarza, postaci w pewien sposób tragicznej, pomawianej o złe zamiary.

P1:

Będziemy poprzez fakty i anegdoty docierać do jego twórczości - tej nieznanej, znanej              i bardzo znanej, która często nam towarzyszy, a niekoniecznie zdajemy sobie z tego sprawę. Na początku chcielibyśmy Państwu właśnie taki utwór zaprezentować - bardzo znaną piosenkę w wykonaniu Marka Grechuty, niosącą właściwie hasło przewodnie tego wieczoru - "Ocalić od zapomnienia".

(piosenka na CD M. Grechuty -" Ocalić od zapomnienia")

P1:

Choć za życia nie zawsze doceniany, Gałczyński jest dziś jednym z najczęściej wydawanych polskich poetów. Udało mu się przetrwać mody literackie na twórczość politycznie zaangażowaną, awangardę czy postmodernizm. Dlaczego? Chyba głównie dzięki temu, że wiele jego utworów zostało napisanych bez  typowo polskiej skłonności do mitotwórstwa, czy też narodowych obsesji.

Z ducha Gałczyńskiego wywodzą się też tacy kabareciarze i satyrycy jak Olga Lipińska, Jonasz Kofta, Wojciech Młynarski, Jerzy Wasowski, Jacek  Janczarski. Do fascynacji jego twórczością przyznawali się także bardziej liryczni poeci jak Agnieszka Osiecka, Bułat Okudżawa. Może gdyby nie "Zielona Gęś" nie byłoby słynnych teatrzyków studenckich jak Bim Bom czy STS?

P2:

Trzeba jednak powiedzieć otwarcie na samym początku, że jest niestety taki rozdział w twórczości Gałczyńskiego, który zawiera utwory pisane na modłę socrealistyczną. Dziś już o tym nie chcemy pamiętać, a najlepszym przykładem na to jest piosenka Grechuty, którą przed chwilą słyszeliśmy. Otóż pierwotnie wchodziła ona w skład "Pieśni" napisanych w 1953 roku, a mówiących o takich ideałach jak: kult pracy, wspólne budowanie ojczyzny czyli wg typowych wyznaczników realizmu socjalistycznego.

P1:

Czas jednak przejść do nieuchronnego podania kilku dat i faktów, zawieszenia naszego bohatera wieczoru gdzieś we wszechświecie.

P2:

Otóż Gałczyński przyszedł na świat 23 stycznia 1905 roku w Warszawie.

P1:

W roku, w którym Sienkiewicz otrzymał Nagrodę Nobla.

P2:

Konstanty to imię, które otrzymał po ojcu - mówił na nie "cesarskie"

 zaś zdrobnienia  Kot i Kostek nazywał "niebiańskimi". Pochodził z dość chłodnego emocjonalnie domu, z typowej patriarchalnej rodziny, gdzie naczelną władzę sprawuje ojciec. Tata Kostka, zawodu technik kolejowy, był człowiekiem raczej ponurym. Zainteresowania chłopca (ksiązki, gra na skrzypcach, teatr, samotne wędrówki) budziły w domu zdziwienie.

W szkole również postrzegano go jako odmieńca. Szkolny kolega Gałczyńskiego Jan Hoppe wspomina poetę w ten sposób:

Dwunastoletni Kostek zawsze był nie z tej ziemi. Przez wszystkich lubiany, a w gruncie rzeczy sam. Sam dlatego, że zupełnie inny. Nasze zainteresowania i rozrywki nudziły go. Nie biegał z nami na wycieczki. Nawet narty nie porywały go. Na piłkę patrzył obojętnie. Wolał czytać. Zawsze miał duże uzdolnienia recytatorskie, piękny głos i poczucie humoru. Często wskakiwał na ławkę czy katedrę, bo lubił przemawiać z wysoka, a młody ludek sztubacki słuchał zawsze chętnie.

W 1923 roku Kostek zdaje maturę i rozpoczyna studia na wydziale filologii angielskiej UW. Równocześnie studiuje filologię klasyczną. Studiów nie kończy.        O swoim debiucie literackim z 23 roku "Wiatr w zaułku" mówił z dużym dystansem: Dzieło to nie było przeciążone wątkami myślowym. Autor w motorycznej formie lirycznej odmalowuje tam świstanie wiatru oraz księżyc.

Trzy lata później (1926) następuje przełom. Umiera ojciec, a ciężar utrzymania rodziny spada na Konstantego. W jaki sposób młody poeta zarabia na życie? Przede wszystkim udziela korepetycji poza tym nieco jego wierszy ukazuje się w takich czasopismach jak: "Cyrulik Warszawski", "Droga", "Bluszcz", "Rzeczpospolita".

Służba wojskowa to epizod w życiu Konstantego, bo zaraz po wstąpieniu do szkoły podchorążych rezerwy zostaje karnie wydalony po sześciu tygodniach.

Nie ma się jednak czemu dziwić, ponieważ szeregowiec Gałczyński na pytanie: Co to jest karabin? Nieodmiennie odpowiadał ...

P1:

...narzędzie szatana!

P2:

Znacznie bardziej interesowała naszego poetę działalność na polu artystycznym, co wiązało się także z kontaktami towarzyskimi. W grupie literackiej "Kwadryga", z którą był w przez pewien czas związany poznał m. in. Tuwima. W literackiej kawiarni "Kresy", której był stałym bywalcem  spotykał się z Żeromskim i Leśmianem.

Debiut wydawniczy przychodzi w 1929 roku kiedy to ukazuje się surrealistyczna powieść "Porfirion Osiełek". Jest to książka trochę dziś zapomniana, ale ważna dlatego, że  tam po raz pierwszy pojawią się pewne wątki i postacie charakterystyczne dla twórczości Gałczyńskiego jak chociażby tytułowy Porfirion Osiełek czy opowieść o żarłocznym księżycu.

Do legendy z tamtych czasów przeszła długa do ziemi peleryna, z którą młody poeta nie rozstawał się nawet w upalne dni. Dodawała czegoś niepowtarzalnego jemu i jego wierszom.

W tym samym roku (1929) roku w Klubie Artystycznym miał miejsce pierwszy wieczór autorski poety.  Z tego spotkania zachowało się jedno zdjęcie,   na którym poecie towarzyszy napis NIEODWOŁALNE - symbol w pełni świadomej potrzeby pisania, bycia artystą. Ale właściwie jakim? Odpowiedź na to sztandarowe pytanie daje bardzo słynny wiersz, zapowiadający niejako przyszłość artysty na wygnaniu, buntownika -"Serwus, Madonna"

P2:

Niechaj tam inni księgi piszą. Nawet
niechaj im sława dźwięczy jak wieża studzwonna,
ja ksiąg pisać nie umiem, a nie dbam o sławę -
serwus, madonna.

Przecie nie dla mnie spokój ksiąg lśniących wysoko
i wiosna też nie dla mnie, słońce i ruń wonna,
tylko noc, noc deszczowa i wiatr, i alkohol -
serwus, madonna.

Byli inni przede mną. Przyjdą inni po mnie,
albowiem życie wiekuiste, a śmierć płonna.
Wszystko jak sen wariata śniony nieprzytomnie -
serwus, madonna.

To ty jesteś, przybrana w złociste kaczeńce,
kwiaty mego dzieciństwa, ty cicha i wonna -
że rosa brud obmyje z rąk, splatam ci wieńce -
serwus, madonna.

Nie gardź wiankiem poety, łotra i łobuza;
znają mnie redaktorzy, zna policja konna,
a tyś jest matka moja, kochanka i muza -
serwus, madonna

1929

P2:

Będę przez całe życie pisał jeden długi miłosny wiersz - podobno te słowa miał Gałczyński wypowiedzieć przy odczytywaniu pierwszego z cyklu wierszy pisanego rzeczywiście przez całe życie. Dla kogo? I tu poprawnie powinna paść odpowiedź: dla swojej żony Natalii. Jego córka Kira, wspominając ojca każe nam wierzyć w wielką niczym nie zmąconą miłość między jej matką a ojcem, a jednak spotkaliśmy się z określeniem, że Gałczyński był kobieciarzem. Ale oczywiście nie padną tu za chwilę nazwiska setek jego kochanek a wysłuchamy jednego z utworów który... zresztą wszystko powie nam Grzegorz Turnau - on tę piosenkę zaśpiewa.

(piosenka na MC- "Sowa")

P2:

Natalia Awałow - nazwisko wskazuje na wschodnie pochodzenie i rzeczywiście jej rodzina pochodziła z Gruzji. Była wyznania prawosławnego, stąd też ślub odbył się w cerkwi, było to w roku 1930. Natalia wspomina go w ten sposób:

- Było pusto, biednie, nie miałam ślubnej sukni, orszaku, gości. Nawet obrączki mieliśmy bardzo cieniutkie. Ale cerkiewne dzwony biły jak na Wielkanoc. Nad schodami nagle przefrunęły gołębie. To był czarodziejski ślub. Takiego drugiego nie mogło być na świecie. A potem, zamiast podróży poślubnej, jeździliśmy kolejką napowietrzną w lunaparku i strzelali do Chaplina z tektury...

P1:

A tak pisze o nim sam Kot:
A może rzeczywiście wszystko się nam przyśniło:
stangret, kareta, wieczór, mój frak i twój tren,
i nasze życie twarde i słodkie jak sen.

Nie byłoby małżeństwa, gdyby nie nasza miłość.

P2:

Po ślubie przyszło otrzeźwienie. Gałczyński popadł w silną depresję. Długo spał, nie jadł, snuł się po domu, pił. Później takie stany pojawiały się 2 - 3 razy do roku po kilka tygodni. Przykro to przyznać ale Gałczyński nadużywał alkoholu.

P1:

Wiosną 1931 roku artysta został mianowany referentem do spraw kultury     w  Berlinie. Pobyt w Niemczech był czymś niezwykłym dla rodziny Gałczyńskich, dawał możliwość zwiedzenia wielu europejskich miast i rzeczywiście Konstanty i Natalia w tym czasie wiele podróżowali. Jednak praca referenta nudziła artystę, nie mógł  pisać. Nieoczekiwanie zatem poeta bierze samowolnie urlop i w kwietniu 1933 przenosi się do Warszawy.

Niestety Kot nie ma gdzie drukować, jego teksty specjalnie napisane dla kabaretów m.in. QUI PRO QUO zostają odrzucone. Niezrozumiany i niezadowolony Gałczyński decyduje się na wyjazd do Wilna. Tam w radiu dostaje cotygodniowy felieton - "Kwadrans dla ponurych". Drukuje sporo wierszy. Zaprzyjaźnia się z literackim środowiskiem Wilna. Jednak od niego odstaje. Nie pisze jak jego koledzy, którzy sięgają do tradycji regionu. Wtedy powstaje: Ballada ślubna II, dziecięca powieść Młynek do kawy, oraz sztuka Herod i gwiazdy, którą później spalił.

P2:

Wkrótce otrzymuje propozycję współpracy z Hanką Ordonówną. W czasie pobytu w Ormianach (majątku jej męża Michała Tyszkiewicza) napisał dla niej kilka piosenek: Buty szewca Szymona, Na ulicy najlepiej, Szafirową romancę, Nasza miłość jest powieścią.

Kolejne lata to czas dostatku przede wszystkim z powodu współpracy z tygodnikiem "Prosto z mostu". O ile jednak przed wojna związek z prawicowym pismem był opłacalny , o tyle po wojnie wielokrotnie wytykano Gałczyńskiemu tę ideologiczną lojalność.

Rok 1936 to początek współpracy ze "Szpilkami", która trwała aż do chwili jego śmierci.

P1:

26 kwietnia dwuosobowa rodzina powiększa się o córkę Kirę. Latem 1936 roku przeprowadzają się do podwarszawskiego Anina. Jest to bardzo płodny twórczo okres.

W cyklu wierszy powstałym w tym czasie  Notes Aninenses, coraz wyraźniej jednak daje o sobie znać przeczucie o nieuchronnie zbliżającym się nieszczęściu, o zagładzie, która ogarnie wszystko. W ostatniej części - w Nocnym testamencie, "Konstanty, syn Konstantego, zwany w Hiszpanii mistrzem Ildefonsem" zapisuje swym bliskim najdroższe mu przedmioty, myśli, pomysły, wiersze, światła, wszystko to, co kochał. Zapisuje, bo być może uda się je w ten sposób ocalić.  

P2:

24 sierpnia 1939 roku otrzymuje wezwanie do wojska i do swego plecaka pakuje ikonkę, podarowaną przez Natalię oraz książkę. Jaką? Biblię? Nie! Ukochanego Fausta. Wierzy, że tylko to dzieło przyda mu się naprawdę na tej wojnie. Wybucha wojna! Już 17 września po wkroczeniu Armii Czerwonej, Gałczyński zostaje umieszczony w obozie w Kozielsku. Potem zostaje przeniesiony na roboty do Niemiec. W 1942 roku przychodzi do domu list z niewoli, właściwie pierwszy znak życia od kilku lat...

P1:

Nieraz obojgu nam jest nielekko; ale właśnie Ty i właśnie ja spotkaliśmy się po to, żeby żyć w takich czasach. Pomyśl o tym głęboko. To chyba dzisiaj rocznica naszego ślubu! Niech Ci się przyśnią najpiękniejsze irysy! Nieraz się trwożę o Wasze najprostsze potrzeby, ale wiem, że modlitwy moje zachowują Was w zdrowiu. Wiem i wierzę. Czekaj mnie. List ten noś przy sobie. Twój Kot.

P2:

W ciągu 6 lat niewoli Gałczyński pisze tylko 9 wierszy m.in. Pieśń o żołnierzach z Westerplatte, Sen żołnierza, Pieśń o fladze, którą za chwilę usłyszymy. Przesyła je w dużych odstępach czasowych. Te utwory są właściwie takim jedynym dowodem na to, że poeta żyje.

(wiersz na analogu "Pieśń o fladze" - recytuje P. Fronczewski)

P1:

Jest rok 1945, koniec wojny. Gałczyński jeszcze w czasie pobytu w obozie w Höxter poznaje Lucynę Wolanowską. Z tego związku urodził się w następnym roku syn, Konstanty         ( w latach 50. wyemigrował z matką do Australii i do Polski przyjechał po raz pierwszy                  w 1990 r.). Być może ta znajomość ma wpływ na to, że poeta nie wraca po wojnie do domu rodzinnego, a wyjeżdża do Francji, Holandii, Belgii. W Polsce zostaje uznany za zmarłego.

W końcu jednak w 1946 roku powraca do domu i popada w prawdziwy szał twórczy. Tego roku, w marcu debiutuje Najmniejszy Teatrzyk Świata Zielona Gęś.

Pomysł Teatrzyku Zielona Gęś podobno powstał jeszcze przed wojną w czasach studenckich, kiedy to wraz ze swoimi przyjaciółmi Kostek bawił się w improwizowanie absurdalnego Teatrzyku. Dlaczego Zielona Gęś? Podobno taką porcelanową figurkę otrzymał od swojego przyjaciela rzeźbiarza Alfonsa Karnego. Czy Teatrzyk jest rzeczywiście teatrem? Raczej możemy tu mówić o teatrze wyobraźni, ponieważ od samego początku teksty Gęsi były drukowane na ostatniej stronie "Przekroju" i zyskały dużą popularność . Niektóre teksty przeszły nawet do języka codziennego, są zresztą popularne do dzisiaj. Stąd zawsze były one integralną częścią rzeczywistości kulturalnej tamtych lat. Przed wami zatem:

P1 i P2:

Teatrzyk "Zielona Gęś" ma zaszczyt przedstawić " Żarłoczną Ewę"

Występują:

Wąż, Adam i Ewa

Wąż

(podaje Ewie jabłko na tacy):
Ugryź i daj Adamowi.

Adam

(ryczy):
Daj ugryźć! Daj ugryźć!

Ewa:

( zjada całe jabłko)

Wąż

( przerażony):
Co teraz będzie?

Adam:

Niedobrze. Cała Biblia na nic. Kurtyna
1946

P2:

Zielona Gęś to galeria takich postaci jak Alojzy Gżegżółka, Porfirion Osiełek, a także najsłynniejszy pies świata - Fafik. Otóż ten ostatni istniał naprawdę. Jego właścicielem był pewien Francuz, którego Gałczyński poznał w obozie w Altengrabow. Sam piesek był niezwykły, ponieważ potrafił robić różne cyrkowe sztuczki.

Bardzo popularne stały się także "przekrojowe" Listy z Fiołkiem, które stylizowane na listy od czytelników pisał Gałczyński podpisując się jako KARAKULIAMBRO. Jest wśród tych teksów jeden szczególnie aktualny zatem zachęcamy wszystkich aby właśnie teraz, w ciszy, odpowiedzieli sobie na pytania  "Egzaminu uczciwości".

P2:

  • Pytanie 1
    Czy jadąc tramwajem bądź autobusem nigdy nie usiłujesz się zaszyć w kącie, żeby nie zapłacić biletu?
  • Pytanie 2
    Czy wyrzucasz przez okno niedopałki, gdy nikt nie patrzy?
  • Pytanie 3
    Czy na przyjęciu nie dokładasz sobie cukru, gdy wszyscy wyjdą z pokoju?
  • Pytanie 4
    Czy nie czytasz cudzych listów?
  • Pytanie 5
    Czy na pogrzebie zamożnej, a natrętnej cioci przelewasz krokodyle łzy, jakkolwiek w gruncie rzeczy nie posiadasz się z radości?
  • Pytanie 6
    Czy na podarkach ofiarowanych przyjaciołom nie zostawiasz czasem umyślnie naklejki z ceną, chcąc w ten sposób podkreślić, ileś na nich wydał?
  • Pytanie 7
    Czy wykorzystując nieobecność gospodarzy nie czyścisz swoich butów cennym obrusem lub portierą?
  • Pytanie 8
    Czy na pytanie żony ( męża), czy ją kochasz, nie odpowiadasz kłamliwie "tak", byle skończyć z irytującą Cię indagacją?
  • Pytanie 9
    Czy, mając sztuczne zęby, nie usiłujesz wmówić w otoczenie, że są one właśnie prawdziwe?
  • Pytanie 10
    Czy nigdy nie miałeś ochoty do napisania paru nieprzyzwoitych słów na ścianie w miejscach użyteczności publicznej?
  • Pytanie 11
    Czy z natłoczonej poczekalni nigdy nie usiłowałeś przedostać się do gabinetu dentysty poza kolejką? A jak było w ogonku do kasy z biletami?
  • Pytanie 12
    Czy z biura, w którym pracujesz, nie zabierasz potajemnie ołówków, papieru, spinaczy itp. rzeczy?
  • Pytanie 13
    Czy nigdy nie okłamałeś żadnego urzędu?
  • Pytanie 14
    Czy w pociągu nie krzyczysz, że już absolutnie nie ma miejsca, gdy przecież znalazłoby się jeszcze miejsce dla tej otyłej pani z sześcioma malutkimi koszyczkami?

P1:

W listopadzie 1946 roku w Krakowie rozpoczynał działalność pierwszy po wyzwoleniu polski kabaret, a mianowicie "Siedem Kotów". Na plakacie reklamującym ów kabaret, można było przeczytać:

"Muzyczny Teatr Miniatur
aktorów i malarzy tygodnika "Przekrój".
Dla młodzieży poniżej lat 16-tu wstęp wzbroniony.
Bufet obficie zaopatrzony.
Mnóstwo atrakcji. Szatnia dobrze ogrzana.
Dwa kolorowe reflektory. Nowe krzesła.
Zielona żelazna kurtyna. Zabawa murowana".

Ten pierwszy program nazywał się "3 razy miau". Program zawierał lirykę, groteskę, żart, celny sztych polityczny, piosenkę, aluzyjny skecz obyczajowy. Większość piosenek pisała Anda Kitschman, a występowali - Irena Kwiatkowska, Alicja Kamińska, Tadeusz Olsza. Konferansjerkę prowadził Jerzy Waldorff. W tym pierwszym programie Gałczyński każdego wieczoru występował kilkakrotnie. Recytował stojąc przed kurtyną, ubrany w swój mundur polowy i skórzaną kurtkę, Hermenegildę oraz Na dłonie księżniczki Krystyny. Dla aktorów, zwłaszcza Kwiatkowskiej, pisał monologi i piosenki - Niebo, Najpiękniejszy księżyc, Sierotkę, Ulicę cyników. Kabaret, któremu patronowało aż siedem kotów, istniał zaledwie jeden sezon. Zapał i entuzjazm poety dla tej scenki gasł z każdym miesiącem, bowiem coraz więcej jego tekstów bywało odrzucanych, a pomysłów nie wykorzystanych, jako nazbyt ryzykowne. Posłuchajmy Sierotki w wykonaniu Ireny Kwiatkowskiej z kabaretu "Siedem Kotów".

(piosenka na MC "Sierotka")

P2:

W tym okresie powstaje także jeden z najbardziej znanych utworów poety - Zaczarowana dorożka. Otóż dorożka ta istniała naprawdę i istnieje nadal. Jej właściciel  Jan Kaczar zabierał spod krakowskiego, nocnego lokalu "Cyganeria" gości wśród których bywał też Gałczyński i w czasie podróży mówił wierszem.

Organizując ten wieczór chcieliśmy ocalać Gałczyńskiego od zapomnienia. Za chwilę może uda nam się wywołać jego ducha i sam Gałczyński do nas przemówi.

(wiersz na analogu "Zaczarowana dorożka")

P1:

Może mało kto wie, ale Gałczyński przez jakiś czas mieszkał w Szczecinie, a mianowicie od maja do sierpnia 1948 roku. Podczas licznych spotkań autorskich poeta poznał wojewodę szczecińskiego - Leonarda Borkowicza. To on pokazał jemu monumentalne Wały Chrobrego, ruiny Zamku i gotyckiej Starówki. Pewnie dzięki wspaniałym opowieściom o Szczecinie młodego Borkowicza - Gałczyński zdecydował się opuścić Kraków. W wywiadzie dla "Ekranu Tygodnia" - dodatku wrocławskiego "Kuriera Ilustrowanego" - Kot tak uzasadniał swoją decyzję:

Będę w polskim porcie, wojewoda szczeciński jest przyjacielem poetów, oprócz Gila i Papugi, którzy już są w tym pięknym mieście, zamieszka w nim Andrzejewski i Mycielski, "atmosferę" zrobimy, nie ma obaw! A domek z ogródkiem też zachęca!

Zamieszkali na Pogodnie, a ulica nosiła imię Marii Curie-Skłodowskiej. Poeta lubił Szczecin, mówił, że jest miastem pogodnym. Napisał o nim kilka wierszy: Spotkanie w Szczecinie, Wiosna w Szczecinie. Niestety 3 czerwca zapada na zawał serca i zostaje później przewieziony do Warszawy. Tam otrzymuje mieszkanie przy Alei Róż 6. I tak kończy się jego pobyt w tym mieście. Kot będzie jeszcze powracał do tego miasta, napisze kilka wierszy, poświęci Kantatę uroczystej inauguracji szczecińskiej radiostacji w roku 1949. Może gdyby Gałczyński tu został to Szczecin dziś kulturalnie wyglądałby inaczej?

P2:

Jesienią 48 roku odbywa podróż do Moskwy, aby wziąć udział w uroczystych obchodach Rewolucji  Październikowej. Po powrocie do kraju pisze cykl wierszy moskiewskich, które drukuje w "Przekroju".

W roku następnym odbywa dwie wizyty w Czechosłowacji: pierwsza o charakterze oficjalnym - odbywa wówczas wiele wieczorów autorskich i nawiązuje przyjaźń z poetą Frantiśkiem Halasem, któremu poświęca dwa wiersze; druga - kuracyjna.

P1:

Po okresie wielkiej popularności przyszła niełaska. W latach 1949-1951 narasta wokół Gałczyńskiego atmosfera niezrozumienia i niechęci, wzmagają się ataki na jego poezję, która nie towarzyszy budowie socjalizmu i nie jest dla klasy robotniczej. Wytyka mu się przedwojenną współpracę z "Prosto z Mostu". Szalę niełaski literackiej przeważa czerwcowy zjazd Związku Literatów Polskich, na którym Adam Ważyk w wygłoszonym referacie poezję Gałczyńskiego nazwał "zdemolowanym kramikiem mieszczańskiego inteligenta i oświadczył, że "czas ukręcić łeb temu rozwydrzonemu kanarkowi, który zagnieździł się w tych wierszach". Wprawdzie Gałczyński świetnie odparował pytaniem: "Tak, ale co zrobić z klatką? Wtedy wszyscy zobaczą, że jest pusta", jednakże zła passa dla poety stała się faktem. Jego wierszy nie przyjmują wydawnictwa, radio nie chce realizować żadnych słuchowisk. Nie pisze w "Przekroju" i w "Odrodzeniu".

W końcu jednak artysta ulega ideologicznej presji i pisze m. in. wiersze: Wiosna Sześciolatki, Płomień czerwonych krawatów. Jednym z najpopularniejszych utworów socrealistycznych Gałczyńskiego, jest pieśń którą wszyscy znamy, a co ciekawe, były propozycje uczynienia jej hymnem narodowym.

(piosenka na MC "Ukochany kraj")

P2:

Wtedy rozpoczyna się okres głębokiej depresji, długiego, trwającego kilka tygodni kryzysu, załamania. Próbuje coś pisać, ale na próżno, drze wszystko. Wychodzi z domu. Nie wraca całymi dniami. Podupada na zdrowiu. Co nieco złagodziło tę sytuacje późniejsze posiedzenie Sekcji Poezji Związku Literatów Polskich w grudniu 1951 roku, gdzie odbywała się dyskusja na temat twórczości Gałczyńskiego. W jego obronie wystąpił Jerzy Putrament, co w efekcie ułatwiło druk utworów poety.

P1:

Po tych atakach zepchnięty na margines twórczy, Gałczyński wyjeżdża do miejsca, które stało się swoistą arkadią jego życia, oazą spokoju, miejscem gdzie  zachwycił się przyrodą co zresztą widać w powstałych w tym czasie utworach. Oczywiście mowa tu o Leśniczówce Pranie na Mazurach. Przyjechał do niej wraz z rodziną po raz pierwszy 15 lipca 1950 i powracał do niej jeszcze trzykrotnie.

P2:

A skąd nazwa Pranie? Kiedy stoi się na wzgórzu, w dole rozciągają się łąki. Rankami i wieczorami unoszą się nad nimi opary, tumany, te łąki dymią. Starzy Mazurzy patrząc na opary mówili, że "łąka pra". Dom więc stojący nad łąką, która "pra", nazwali Praniem...

P1:

Pobyt w Praniu przywrócił poecie chęć do życia. Powoli zaczął wydobywać się                      z duchowego letargu, regenerować mocno nadwątlone zdrowie. Gałczyński odzyskał siły twórcze i na powrót "rozbił w Praniu banię z poezją". Podjął się tłumaczenia Snu nocy letniej Szekspira, pisze Kronikę olsztyńską- bardzo znany cykl wierszy opiewający uroki przyrody mazurskiej. To właśnie w Praniu powstają dwa wielkie poematy Niobe i Wit Stwosz. Także tam powstał  bardzo znany wiersz Rozmowa liryczna, którego wysłuchamy.

(wiersz na analogu "Rozmowa liryczna")

P2:

Po raz ostatni Gałczyński przyjechał do Prania w 1953 roku na trzy miesiące. Wówczas to powstały Pieśni - cykl wierszy napisanych w przeczuciu zbliżającej się śmierci. Były pożegnaniem i zarazem nadzieją na pozostanie w ludzkiej pamięci. Nie jest to utwór chronologicznie ostatni. Ostatnią jest niedokończona Wyspa Megalomania, której początek powstał dzień przed ostatnim dniem poety.

Leśniczówka Pranie - to niezwykłe miejsce, które istnieje nadal. Od 1980 roku znajduje. się tam Muzeum K. I. Gałczyńskiego. Można tam zobaczyć biurko poety, jego książki, rogi jelenia na ścianach, czerwony młynek do kawy, lampę naftową. Oczywiście to miejsce wiąże się nie tylko z Gałczyńskim. W Praniu oraz w jego okolicach przebywali różni artyści, choćby Agnieszka Osiecka podobno napisała piosenkę Na całych jeziorach ty dla leśniczego z Prania - Stanisława Popowskiego.

Usłyszymy za chwilę jeden z utworów napisany w Praniu - "Pieśń V"

(Wykonuje współprowadząca wieczór przy akompaniamencie gitary, można także odtworzyć nagranie z płyty Krystyny Prońko z serii "Złota kolekcja")

P1:

6 grudnia 1953 roku Gałczyński umiera na trzeci zawał serca w swoim warszawskim mieszkaniu. Miał zaledwie 48 lat.

W trzy dni później na warszawskich Wojskowych Powązkach odbył się cichy pogrzeb. Z dala od zasłużonych, z Bachem granym przez ucznia na skrzypcach. Jedyne odznaczenie jakie otrzymał to Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. Pośmiertnie.

Jeszcze na wiele lat przed śmiercią napisał wiersz: Liryka, liryka, tkliwa dynamika, w którym wymyślił dla siebie epitafium, a mianowicie:

A po pogrzebie pod korniszon

niech epitaphium mi napiszą:
TU LEŻY MAGIK I MAŁPISZON,
pod spodem taki tekst:

"Liryka, liryka,
tkliwa dynamika,
angelologia
i dal".

Gałczyński nie odchodził w sławie i chwale. Oskarżany o formalizm odstawał ideologicznie ze swoją poezją, co przysporzyło mu wiele upokorzeń. Musiał trochę poczekać, aż doceniono jego twórczość.

P2:

Niewielu współczesnych pisarzy miało tyle szczęścia co Gałczyński.

Po pierwsze dlatego, że jako nieliczny spośród wielkich i znanych ma on oprócz zwykłej biografii swoją legendę. Czym jest taka literacka legenda?

Jest to taki rodzaj kreacji życia, które postrzegane jest głównie poprzez twórczość, bo to właśnie Gałczyńskiego, a nie jakiś tam podmiot liryczny chcemy widzieć jako prześmiewcę, żonglera, satyra, ulegamy wrażeniu, że to on mówi do nas ze swoich wierszy. Legenda to także zbiór symbolicznych miejsc i motywów tak samo bliskich życiu poety jak i jego utworom. Możemy tu wymienić chociażby leśniczówkę Pranie, Mazury, księżyc, noc, tajemniczą kobietę, jarmarczny tłum. Nie ulega wątpliwości, że legenda bywa hojna - tworzy przyjazną atmosferę wokół artysty, uskrzydla go, łatwiej wybacza mu się jego wady. Gałczyński dostał zatem drugie życie i podobnie jak Ficowski odkrył Schulza tak (choć w znacznie mniejszym stopniu) próbuje odkrywać Gałczyńskiego córka poety - Kira. My na potrzeby tego spotkania próbowaliśmy także go poznawać. Szybko się jednak okazało, że nie tylko z legendą będziemy mieli do czynienia, a także z człowiekiem, który nie był ideałem - zdradzał, popadał w depresję, pił i nie zawsze był wierny przyjętym wartościom. Możemy go lubić lub nie, warto jednak o nim nie zapominać. A jak chciałby być pamiętany? Chyba właśnie tak jak w tej piosence, którą usłyszymy za chwilę...

(piosenka na MC " Kryzys w branży szarlatanów"- Jacek Wójcicki)

Opracowali i przedstawili:

  • Mariusz Kiełtyka - st. bibliotekarz, Biblioteka Publiczna w Gryfinie - Filia w Pniewie
  • Kamila Paradowska - polonistka, aktorka teatru offowego,

Bibliografia:

  • K. Gałczyńska, Gałczyński, Wrocław 1998
  • K. Gałczyńska, Konstanty syn Konstantego, Warszawa 1983
  • K.I. Gałczyński, Poezje, Warszawa 1980
  • K.I. Gałczyński, Serwus, MADONNA: wiersze i poematy, Warszawa 1984
  • K.I. Gałczyński, Teatrzyk "Zielona Gęś", Łódź 1992
  • J. Kobus, Czarownik Gałczyński, "Wprost", 2 marca 2003
  • S. Stanik, Gałczyński i "Prosto z Mostu", http://myslpolska.icenter.pl
  • W.P. Szymański, Konstanty Ildefons Gałczyński, Warszawa 1972
  • M. Wyka, Konstanty Ildefons Gałczyński, w: Autorzy naszych lektur. Szkice o pisarzach współczesnych, Wrocław 1987