Biblioteka w szkole Biblioteka w szkole
Szukaj: 
Aktualny numer 10/13
Na skróty
Aktualny numer
Prenumerata i zakup numerów archiwalnych
Archiwum
Zawartość wszystkich numerów "BwS"
w programie MOL
Wyszukiwarka
Informacje dla autorów
Sklep internetowy
Bibliografia materiałów repertuarowych dla szkół
Bank przydatnych
materiałów
Partnerzy
Galeria bibliotekarzy
KONTAKT
"Biblioteka w Szkole"
00-950 Warszawa
skr. pocztowa 109
email:
bws@sukurs.edu.pl
tel./fax 0-22 832 36 12
tel. 832 36 11
Alicja Maciejewska - Bohaterom Sybiru

Przedstawienie poświęcone pamięci Polaków deportowanych w latach 1940-1941 do Związku Sowieckiego


Scenografia:

Namalowany fragment torów kolejowych, nad nim umieszczone nazwy: Archangielsk, Kazachstan, Jakucja, Kołyma.

Z przodu sceny na białym obrusie leżące przedmioty z okresu zesłania: kuferek drewniany, czugun, wrzeciono, drewniany różaniec, ciemny chleb. Obok duży krzyż z zarzuconą flagą narodową i znicz. Napis: "Nie wolno zapomnieć".

Tło muzyczne:
Muzyka z filmu "Pożegnanie z Afryką" (kompozytor John Barry)

Przedstawienie rozpoczyna się prezentacją przez rzutnik multimedialny zdjęć Sybiraków (zeskanowanych z książek - patrz bibliografia) w trakcie recytacji wiersza "Sybiraków apel zaduszny". W tym czasie uczeń zapala znicz.

Narrator:

Z pamiętnika Zofii Pełki, nauczycielki z Radziechowa, wywiezionej na Sybir z dwiema córkami - dziesięcioletnią Danusią i siedmioletnią Dobrunią.
Przyszli o 12 w nocy 13 kwietnia 1940 r. Zbudził nas łomot w drzwi, walili kolbami. Zerwałam się, przerażona otwieram. Stoi dwu drabów, reszta z tyłu, twarze bandytów, nie z Chołojowa.
Jest z nimi znajomy, sprzedawca ze sklepu spożywczego, nauczyciel-emeryt, Ukrainiec. Często tam kupowałam, znał mnie, mówi: "Niech się pani zbiera, musicie jechać". Zbudziłam dzieci, kazałam im się myć i ubierać. Najmłodszą sama ubra­łam. Pościel spakowałam do sienników, a kuferka nie pozwolili zabrać,bo za duży, nie zmieści się. Najlepsze rzeczy zostały w tym kufrze. Miałam jeszcze jeden, mniejszy, mąż z nim wędrował do szkoły jako dziecko. Spakowałam jakieś najpotrzebniejsze rzeczy, a właściwie co w rękę wpadło. Trochę wzię­łam naczyń, ale wszystko oglądali, co zabieramy. [...].
Załadowali nas na furę [...]. Było już rano. Po drodze stali znajomi ludzie. Kobiety płakały, niektóre podawały jeszcze coś na drogę do jedzenia dla dzieci. Patrząc na te wszystkie płaczące kobiety, znajome z Koła Gospodyń, mówiłam: "Ja tu wrócę!" [...]
Nikt nie powiedział, że to jest karne przeniesie­nie, że jesteśmy wywłaszczeni, skazani. Przeciwnie, mówiono: Jedziesz do męża.Dzieci były bardzo przejęte, wielokrotnie obracały się, przypatrywały sprzętowi i domowi, jakby chciały zachować go w pamięci. Najbardziej Danusia, Powtarzała przy tym: "Ja to muszę zapamiętać". Jeszcze z najodleglejszego punktu   patrzyły na dom, aż zniknął za horyzontem.

(Zofia Pełkowa: Syberyjskie zesłanie - fragm. W: T. Mikulski "Fotografia zbiorowa Polaków deportowanych do okręgu pawłodarskiego"... s.161)

Ktoś głośno zastukał do naszych drzwi
W pochmurny kwietniowy poranek
Wyjrzałam przez okno i w szarej mgle
Przez muślin białych firanek
Dostrzegłam wóz przed domem
I siedzącego na nim człowieka
Wiedziałam że zbierać się trzeba
Bo długa nas podróż czeka

W drzwiach z karabinem już stali żołnierze
Mama młodszego brata zbudziła
I stojąc bezradnie pośrodku pokoju
Na rosyjskiego żołnierza patrzyła
Który choć nie był proszony
Z pośpiechem zbierał ubranie
Tam gdzie jedziecie wszystko się przyda
Pakując walizki powiedział Mamie

(Zofia Metelicka: Trzynasty kwietnia - fragm. W: Pamięć i cierpienie... s.26)

Narrator:

Na dworcu w Radziechowie, na bocznym torze, stał długi szereg wagonów towarowych. Zwożono ludzi z całego powiatu. Każdy wagon miał po dwu stronach specjalnie zrobione półki, zwane przez naszych dozorców narami. Do każdego wagonu pakowano po 40 osób, kobiet, dzieci, starców, młodych chłopców. Mężczyzn w sile wieku nie było. W wagonie każdy miał swoje miejsce na pryczy, a pod nią składali ludzie swój skromny dobytek. Obok nas na półce leżała kobieta, kilka dni po porodzie, z malutkim niemowlakiem i dwójką starszych dzieci.

(Zofia Pełkowa: Syberyjskie zesłanie - fragm. W: T. Mikulski "Fotografia zbiorowa Polaków deportowanych do okręgu pawłodarskiego"... s.162)

Zamienili nam dom na wagon,
W którym z zimna trzęsiemy się.
To nie żart, to koszmarna droga...
Na Sybir wleczemy się.
Dudnią koła po szynach,
Przez kraty patrzymy na świat.
Przy drzwiach stoją na czujkach...
I cóż człowiek jest teraz wart?
[...]
W gorączce niektórzy majaczą,
Topimy więc sople i śnieg,
By zwilżyć im usta szmatką,
By przedłużyć im życia bieg.

(Wiesław Czermak*** - fragm. W: Pamięć i cierpienie... s.18)

Narrator:

Wagony były zadrutowane i plombowane. Jechali z nami uzbrojeni strażnicy. Z jedzeniem było na razie nieźle, każdy coś miał na drogę z domu. Codziennie wypuszczano jedną osobę z dwoma wiadrami po wodę i zupę na 40 osób. Mało było picia, a o myciu się cały czas mowy nie było. W takim stanie też jechało przez miesiąc nie myte niemowlę. Matka darła jakieś szmaty, jakie tylko mogła, wycierała dziecko, a szmaty wyrzucała. Dziecko umarło po miesiącu pobytu w Kazachstanie. [...] Najgorsza sprawa była z ubikacją. W ogóle nie było czegoś podobnego w wagonie. Znaleźli ludzie najsłabszą deskę w podłodze i wydarli dziurę. Gdy jeden tam szedł, inny trzymał koc, bo jechali przecież ludzie różnej płci i wieku.

(Zofia Pełkowa: Syberyjskie zesłanie - fragm. W: T. Mikulski "Fotografia zbiorowa Polaków deportowanych do okręgu pawłodarskiego"... s.162)

Długie tygodnie w zamkniętym wagonie
A nam się wydaje że minęły lata
Przed nami Ural, Europa za nami
Czyżby nas wieźli na koniec świata.

Któregoś ranka pociąg się zatrzymał
Drzwi otworzono, wysiadać kazano
A potem na duże wozy ciężarowe
Razem z bagażem nas załadowano.

Wokół bezkresny szary step kirgiski
Ciągle jedziemy i czas nam się dłuży
Aż wreszcie wioska zagubiona w stepie
I nędzne chaty — oto cel podróży.

Jak żyć będziemy na tym odludziu
Wśród prawie dzikich i obcych nam ludzi
Rozpacz i żałość nam serce rozrywa
Ogromna tęsknota za krajem się budzi.

(Autor nieznany: Na Sybir - fragm. W: Pamięć i cierpienie... s.44)

Narrator:

Zwieziono nas na plac targowy, który o tej porze był pusty. Tam, bez dachu nad głową, na ziemi, siedziałyśmy dwie noce. Tubylcy świętowali l Maja, a nasze dzieci trzęsły się z zimna, bo noce o tej porze roku są tam jeszcze zimne. Nikt się nami nie interesował. Dopiero 2 maja zaczęły podjeżdżać ciężarówki i rozwozić ludzi w step. Nas zawieziono do odległej o 100 km wsi Kantorka [..]. Wyrzucono nas na placu we wsi. Samochody odjechały, a nas zostawiono - róbcie, co chcecie. Trzeba było szukać dachu nad głową. Kto nas weźmie?

(Zofia Pełkowa: Syberyjskie zesłanie - fragm. W: T. Mikulski "Fotografia zbiorowa Polaków deportowanych do okręgu pawłodarskiego"... s.163)

Nie znasz mamy w sukience;
Ma watowane spodnie, niezgrabny tył
I szorstkie niedelikatne ręce,
Którymi gładzi cię resztkami sił.
Nie masz lalek w kolorowych sukienkach
Ani łóżeczka, w którym się śpi wygodnie,
Ani czasu, którego się nie lękasz,
A podobno... kiedyś... taki był.

(Wiesław Krawczyński: sierota - fragm. W: Pamięć i cierpienie... s.64)

Narrator:

Jedzenia było bardzo mało. Chleba dostawało się pół kilograma na pracującego i 200 g na dziecko. Chleb był tak ciężki, że były to małe kawałeczki. Na stepie rosła półdzika roślina jadalna przypominająca cebulę. Zrobiłam Dobruni woreczek ze sznureczkiem na szyję lub na ramię jako plecaczek i z tym szła na step zbierać tę cebulę. Dalszym zajęciem Dobruni było umycie tej cebuli, pokro­jenie i gotowanie w czugunie. Danusia latem poszła do brygady na sianokosy. Ponieważ była jeszcze mała, nie miała siły do innej pracy. Posadzili ją na grabie konne, do których zaprzężony był wielbłąd. Grabiła suszące się siano. Była to dla niej ciężka praca, bo musiała ręcznie podnosić grabie. Bardzo skarżyła się na bolące ręce i plecy. Mówiła, że te grabie chyba jej powyrywają ręce. Pracowała jednak, bo dostawała trochę więcej jedzenia. Nawet jako dziecko, i to przepraco­wane, nie wszystko zjadała. Cieszyła się bardzo, gdy mogła nam odstąpić trochę mleka, zupy czy chleba. Szłyśmy wówczas z Dobrunią i w banieczce coś przy­nosiłyśmy do domu, bo Danusia nocowała w brygadzie.

(Zofia Pełkowa: Syberyjskie zesłanie - fragm. W: T. Mikulski "Fotografia zbiorowa Polaków deportowanych do okręgu pawłodarskiego"... s.166)

W Sybirze,
Na zesłaniu
Umiałaś robić wszystko:
Byłaś murarzem, cieślą,
Szewcem i traktorzystą...
Zdunem, hydraulikiem,
Rozwozicielem kwasu,
Budowniczym kolei,
Wyrębowaczem lasu...

 Wszystkie męskie zawody
Były Twoim udziałem.
w tajdze, w Kazachskich stepach,
W kopalniach za Bajkałem.

(Marian Jonkajtys: To o Was, Bezimienne- fragm. W: Pamięć i cierpienie... s.143)

Narrator:

Z wodą było bardzo ciężko. Trzeba było po nią iść do rzeki albo do studni, jeżeli nie była zamarznięta. Studnie nie były ocembrowane. Była to po prostu dziura w ziemi, dlatego bałam się posyłać dzieci po wodę. Chodziłam więc sama lub z dziewczynkami, gdy potrzeba było więcej wody.
Zima tam, w Kazachstanie, trwa długo. Drogi są zasypane. Podczas burz mąki lub należnego chleba nie dowożą i nie wydają. Z miejscowego magazynu nie można było wziąć zboża. Zaczęłyśmy głodować.
Powiedziano mi, że gdzieś w stepie na polu zostały ziemniaki. Wzięłam sanki, pojechałam na pole, ale jak w tych warunkach znaleźć coś pod grubą warstwą śniegu? Zapadałam się po kolana. Doszłam do jakichś zabudowań. Od tyłu nie było wejścia ani okien. Zobaczyłam, że na śniegu leży coś ciemnego. Podeszłam - a to dwa zamarznięte barany. Nie zastanawiałam się, położyłam jednego na sanki, przywiązałam sznurkiem i pędem do domu. Zanim doszłam, zrobił się wieczór, a moje dziewczynki cały dzień były głodne. Wychuchały sobie w okienku dziurkę w lodzie i krzyczą - słyszę już z daleka: "Mama idzie i coś wiezie, będziemy jadły!"

(Zofia Pełkowa: Syberyjskie zesłanie - fragm. W: T. Mikulski "Fotografia zbiorowa Polaków deportowanych do okręgu pawłodarskiego"... s.167)

Głód co zagląda w okna nasze,
Rodzi cierpienie, liczy mogiły.
Któż przetrwa klęskę nędzy i głodu?
Bo na to trzeba hartu i siły.

Kto się z tęsknotą pogodzić zdoła?
Co się zakrada i w sercu budzi,
Kto po wędrówce w stepach kirgizkich
Zachowa ufność i wiarę w ludzi.

(Zofia Metelicka: Choć czas przesłonił tamte lata- fragm. W: Pamięć i cierpienie... s.66)

Narrator:

Pewnego dnia idę przez miasto i widzę, że nie znani Polacy padają sobie w objęcia. Co się stało? Jedziemy do Polski - odpowiadają. Ruscy zaczynają się martwić, kto będzie pracować[…] Wyjechaliśmy z Pawłodaru 19 lutego 1946 r. w otwartych wagonach, na drogę dostaliśmy trochę chleba, ale tego nie mogło starczyć na całą drogę. Nie mieliśmy pojęcia, jak długo będzie trwała nasza podróż. Przed odjazdem dostaliśmy po 3 m materiału, bardzo lichutkiego. [..] Z tego materiału nic nie uszyłam, zabrałam go po prostu ze sobą. [..]  Jechaliśmy już trzy dni bez żadnego jedzenia. Widziałam, że niektórzy jeszcze coś sprzedawali na stacjach. Postoje były w nieprzewidzianych miejscach a odjazdy bez żadnego uprzedzenia. Jednym słowem była to jazda poza wszystkimi planami, po zniszczonych torach, niekiedy cofaliśmy się z już przejecha­nego odcinka. Dojechaliśmy do Orła. Pociąg stanął, jak zawsze nie wiadomo, na jak długo. Danka zaryzykowała i wyskoczyła na rynek z materiałem, jaki nam przydzielono na drogę. Do rynku było najmniej kilometr drogi w jedną stronę. W obie strony biegła. Wpadła na rynek, kogoś uprosiła żeby od niej odkupił ten materiał. Dostała za niego duży bochen białego pszennego chleba. Do tego chle­ba baba na rynku dodała jej jeszcze litr białej suchej fasoli. Całą powrotną drogę Danka pędziła wpatrzona w stojący w oddali pociąg z niemym pytaniem - ruszy, czy nie ruszy? Zdążyła! Wpadła wpółżywa, mokra jak mysz. Zaraz na piecyku postawiłam garnek i zaczęłam gotować fasolę. Jeszcze nie w pełni ugotowaną dzieci wyciągnęły i zjadły. O tej fasoli i chlebie dojechałyśmy do Polski.

(Zofia Pełkowa: Syberyjskie zesłanie - fragm. W: T. Mikulski "Fotografia zbiorowa Polaków deportowanych do okręgu pawłodarskiego"... s.179, 180)

Żeś mnie wyrwał z wnętrzności tajg syberyjskich
Jak Jonasza z brzucha ryby,
Żeś z nóg moich okowy zrzucił —
Sowieckie dyby...
Dzięki Ci Panie...
Że na pobudkę Twoją
Znowu stanąć mogę w szeregu,
[...[ Dzięki Ci Panie...
Że znowu mogę słyszeć
Głos kapłana w kościołach naszych,
Majestatyczny, ważki
Dzięki Ci Panie...
Że w odrutowanych wagonach
Już nie katują mnie "kałatuchy" — drewniane młotki
Że znowu wdychać mogę zapach pólnaszych
Kadzidlany, słodki
Dzięki Ci Panie...

(Zbigniew Waydyk: Dziękczynienie - fragm. W: Pamięć i cierpienie... s.191)

Narrator:

Wyjechaliśmy z Brześcia nocą i nie wiedzieliśmy, kiedy minęliśmy granicę, Dojechaliśmy do jakiegoś miasta. Pociąg zatrzymał się w morzu gruzów - nikt nie wiedział, gdzie. Byliśmy przerażeni, szczególnie że nikt z nas nie widział działań wojennych, nikt nie widział ani jednego samolotu, nie słyszał ani jednego wystrzału, ani jednej spadającej bomby. Obok torów szli jacyś robotnicy. Zapytaliśmy, co to za miasto. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że to Warszawa. Myślałam, że żartują z nas, ale inni mówili to samo. Nie mogliśmy uwierzyć. Pociąg stał między zwałami gruzu dość długo. Niektórzy wysiedli i krzyczeli, że są głodni. Przyszli jacyś panowie z koszami pełnymi chleba, pokrojonymi na ćwierćkilogramowe kawałki. Każdy dostał kawałek. Dzieci jak chwyciły ten chleb, to dwoma rękoma trzymały tak długo przy buziach, aż go zjadły.

(Zofia Pełkowa: Syberyjskie zesłanie - fragm. W: T. Mikulski "Fotografia zbiorowa Polaków deportowanych do okręgu pawłodarskiego"... s.181)

Na stacji sam jeden stoi
Z małym węzełkiem pod pachą,
Rozgląda się z niepokojem
Wciąż nie wyzbyty strachu.
W oczach-żałobne kiry.
Nie witasz, Polsko, tułacza?
To syn twój wrócił z Sybiru.
Uszanuj ten ogrom strat,
Ucałuj rany do bicia!
Skradziono mu dziesięć lat
Z jego młodego życia.

(Jan Kasprzyk *** - fragm. W: Pamięć i cierpienie... s.121)

Narrator:

Dowieziono nas do Kutna. Ktoś wysiadł i zobaczył pociąg z napisem "Ber­lin". Zaczęliśmy się przesiadać. Ja też wysiadłam, ale pociąg ruszył. Zaczęłam biec, już chwyciłam się pociągu, ale jakoś obsunęłam się i tak zostałam na peronie leżąc. Z otwartego wagonu dzieci wychylone krzyczały, że mnie "zabiło", ale wstałam i dzieci zobaczyły, że żyję. Na peronie ze mną zostało jeszcze kilka osób. Zobaczyli to kolejarze i po chwili usłyszeliśmy przez megafon, że wszyscy wracający ze Związku Radzieckiego, którzy nie zdążyli na tamten po­ciąg, mogą bez biletu wsiąść do najbliższego pociągu zdążającego do Poznania. Tamten pociąg zatrzymał się dopiero w Poznaniu. Wsiedliśmy za chwilę do osobowego, który zatrzymywał się na każdej stacji, więc do Poznania dojechali­śmy późnym wieczorem. Zapytałam, gdzie są ci, którzy przyjechali z Rosji. Odpowiedziano mi, że na szóstym peronie. I rzeczywiście: na szóstym peronie na naszym pamiątkowym kuferku siedziała Danka i prawie płakała, tak zmarzła. Zapytałam, gdzie Dobrunia, a ona, że kolejarze wszystkie dzieci zabrali do swe­go hotelu na nocleg i tylko ona została.

Przesiedziałyśmy całą noc, a była ona zimna, marcowa. Rano kolejarze przywieźli nam jakąś zupę ze swojej stołówki, dostaliśmy też jakiś chleb. Od tego dnia już ani razu nie byłyśmy głodne!

(Zofia Pełkowa: Syberyjskie zesłanie - fragm. W: T. Mikulski "Fotografia zbiorowa Polaków deportowanych do okręgu pawłodarskiego"... s.181)

Nie zapomnę lat wygnania
Choć je srogi czas wyciszał
Gdy nad ludzkim cieniem życia
Głód na ustach wyrok pisał.

Nie zapomnę łapci z łyka
Miski łapszy z robakami
I ten czarny kęsek chleba
Przełykany wraz ze łzami.

Bo i jak zapomnieć mogę
Lat minionych poniewierki,
Syberyjskie wszy i pluskwy
I zranione młode serce.

Nie zapomnę tej mogiły
Co zarosła w leśnej głuszy —
Może nad nią jakaś brzoza
Tamtych cierpień łzy osuszy.

(Władysław Sitkowski*** - fragm. W: Pamięć i cierpienie... s.181)

Jeszcze nie wszystko opowiedziałam
co się przeżyło.
Wierzyć się nie chce,
że tak naprawdę
kiedyś było.

(Michalina Starzyk: Moi ukochani- fragm. W: Pamięć i cierpienie... s.183)

Bibliografia:

  1. Mikulski Teofil: "Fotografia zbiorowa Polaków deportowanych do okręgu pawłodarskiego". Wrocław, Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego 1995
  2. Pamięć i cierpienie: antologia wierszy sybirackich /wybór, wstęp i opracowanie Henryk Szylkin. Zielona Góra, Towarzystwo Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej 1998

Opracowała Alicja Maciejewska
SP nr 63 Poznań